…

Ostatnio ubolewam nad tym, że tak naprawdę wszystko co nas otacza jest tak cyfrowe i wirtualne. Mogę nawet powiedzieć, że czasami mnie to przerasta. Wystarczy zalogować się na Skype’a by spotkać się ze znajomymi – niby banalna sytuacja a czułam się w niej bardzo dziwnie. Komputer do tego stopnia nas zastępuje, staje się tak “użytecznym” narzędziem, że zwykłe błachostki możemy zrealizować nie wychodząc z domu. Otaczami się raczej plikami a nie obrazami pełnych sztuczności i nieprawdy. Dlatego zakupiłam sobie aparat Olympus mju ii i on przypomniał mi czym jest ta “radość”, ta “magia” i niepewność tego, co zobaczymy na zdjęciu. Teraz już napewno się z nim nie rozstanę i posłuży za “fotograficznego przewodnika”…



Zdjęcia z mojego nowego aparaciku Olympusa Mju II
.
Kilka przemyśleń…
Mamy już 2010 rok, dlatego pomyślałam, że być może powrócę… W końcu mania fotoblogowa dalej trwa i jak widać ma się dobrze. I tak znowu postanowię podzielić się kawałkiem swojej przestrzeni z wami. Mam nadzieję, że mi się to uda
. Ostatnio doszła do mnie po 3 miesiącach czekania książka Grahama Clarka “The photograph”. Wszystkim zainteresowaniom polecam tą dobrze wydaną pozycję….

Zdjęcie pokazuje książkę i kawałek mojej ulubionej podłogi…
Fotografia

Coraz częściej zastanawiam się nad tym – czym jest efekt końcowy w fotografii cyfrowej?… Ostatnio doszłam do wniosku, że niestety “niczym”. Cóż, niektórzy to nazwywają plikami, ale według mnie to wszystko. Są one w komputerze…setki…tysiące i tam sobie bytują, mogą się kopiować i mnożyć…. Dyski się zapełniają i czasem trzeba je nagrać na płytę, co trwa jak dla mnie dosyć długo. Aktualnie fotografuję tylko na lustrzance cyfrowej. Owszem, fotografia cyfrowa jest doskonała, ale mimo wszystko w samym procesie zdjęcia czegoś mi brakuje. Czego? Po pierwsze negatywów! Czegoś materialnego…czegoś co mogę dotknąć, zobaczyć, porysować, zgiąć czy nawet spalić… Brakuje mi magii i wyczekiwania… Czy zdjęcie “wyjdzie” czy nie? Coż, chyba powrócę do negatywów…. A to taka refleksja po zobaczeniu filmu. Chyba powinam mięć odwrotną reakcję.
Zdjęcie z grudnia 2008 roku. Babcia Jasia.
Biały miś

Na dworze szaro. Rano spadło kilka kropelek deszczu. Za oknem słychać odgłosy latających mew. Na parapecie siedzi, a raczej leży sobie biały miś; teraz już trochę szary… Cóż – jak dla mnie w to otoczenie wkomponował się idealnie
.






2 komentarzy