Kolejny cykl zdjęć, którym wykonałam moim ulubionym aparatem. Tym razem skupiłam się na wystawach sklepowych. Czy wystawy mogą mówić o nas samych, mogą nas w pewnien sposób odzwierciedlać? Odpowiedz jest prosta: w pewnien sposób tak. Otaczamy się coraz to nowymi przedmiotami, które podsuwają nam media(nie ukrywam, że jest tak i w moim przypadku) I w ten sposób powstają dziwne, nieco absurdalne połączenia, które wymykają się jakiejkolwiek estetyce…

tak jak wczoraj rozmawiałyśmy – kicz przyciąga uwagę, im brzydsze, tym lepsze. niestety, najczęściej bez pomysłu, nafaszerowane kolorami i złotymi jelonkami. jeden raz natrafiłam na genialną wystawę, przechadzając się po Piotrkowskiej – to był jakiś sklep z bielizną, w okolicy kebabów przy Zielonej. Oprócz prześwitujących koszulek i koronkowych majtek na wystawie leżały maski z czarnego drutu, wyglądające dość upiornie, ale sugestywnie i rękawice ze szponami z takiego samego drutu. Wyglądało to super.