
Ostatnio ubolewam nad tym, że tak naprawdę wszystko co nas otacza jest tak cyfrowe i wirtualne. Mogę nawet powiedzieć, że czasami mnie to przerasta. Wystarczy zalogować się na Skype’a by spotkać się ze znajomymi – niby banalna sytuacja a czułam się w niej bardzo dziwnie. Komputer do tego stopnia nas zastępuje, staje się tak “użytecznym” narzędziem, że zwykłe błachostki możemy zrealizować nie wychodząc z domu. Otaczami się raczej plikami a nie obrazami pełnych sztuczności i nieprawdy. Dlatego zakupiłam sobie aparat Olympus mju ii i on przypomniał mi czym jest ta “radość”, ta “magia” i niepewność tego, co zobaczymy na zdjęciu. Teraz już napewno się z nim nie rozstanę i posłuży za “fotograficznego przewodnika”…



Zdjęcia z mojego nowego aparaciku Olympusa Mju II
.






