Monthly Archives: Listopad 2013

O fotografii cyfrowej

Dzieło malarza, nawet najzręczniejszego, było zawsze zaznaczone nieuniknionym subiektywizmem. Obraz z reguły mógł nasuwać wątpliwość z powodu istnienia człowieka, który go namalował. Tak więc istota przejścia od malarstwa barokowego do fotografii nie polega na zwykłym udoskonaleniu technicznym (zresztą fotografia jeszcze długo nie doścignie malarstwa, jeśli chodzi o naśladowanie kolorów), lecz na fakcie psychologicznym, na naszym zaspokajaniu iluzji poprzez proces reprodukcji mechanicznej, z którego człowiek został wyłączony.

–  Andre Bazan

Fotografia cyfrowa całkowicie zdominowała obecny obraz. Wielu producentów musiało w ten sposób zrezygnować z produkcji klisz i papierów fotograficznych oraz wycofać ze sprzedaży analogowe lustrzanki. Każde ze zdjęć, które widzimy w reklamach czy gazetach wcześniej zostało przetworzone i przekształcone. Ciemnię zastąpiły programy graficzne. Wystarczy tylko parę kliknięć mysz, by nawet amator zaprezentował swoje zdjęcia w sieci. Istotnym zjawiskiem jest również wspomniana przeze mnie wcześniej fotografia komórką. Co ciekawe zyskała ona również uznanie nawet w rękach artystów, którzy coraz częściej z niej korzystają. Tego typu narzędzie zostało wypromowane zwłaszcza przez fotoblogerów. Fotografujemy nią w zasadzie wszystko co widzimy przed oczami. Tym samym zatraca się wyjątkowość fotografii i zarazem coraz trudniej jest nam znaleźć zdjęcie, które byłoby naprawdę dobre. Konsumpcjonizm przyczynił się zatem do „banalności obrazu”. Głód fotograficzny sprawił, że pochłaniamy zarejestrowane przez nas przedmioty. Najczęściej są to fotografie jedzenia, butów bądź ubrań. Ostatnio zauważyłam, że coraz większym zainteresowaniem cieszy się aplikacja Instragram, który początkowo był dostępny tylko na produkt firmy Apple – Iphone, ale od niedawna możemy również zainstalować go w komórce z systemem Android. Dodatkowa integralność z najpopularniejszym portalem społecznościowym, jakim jest Facebook oraz możliwość bezpośredniego publikowania zdjęć z komórki do sieci bez użycia komputera sprawiła, że zyskała ona na jeszcze większej popularności. Jak zapewniają nas producenci dzięki tego typu aplikacji możemy uzyskać zdjęcia, które będą zbliżone do tych obrobionych w programie graficznym. Ostatnio uczestnicząc w warsztatach fotograficznych dotyczących robienia zdjęć komórką usłyszałam, że tego typu działanie zabija obraz fotograficzny. Same wykonywanie zdjęć tym narzędziem nie nazwałabym ich robieniem, raczej „pstrykaniem”. Warto jednak zastanowić się nad obrazem przez nas wykonywanym nawet tym narzędziem i jak powiedział prowadzący każde kliknięcie w komórkę symulujące migawkę traktować tak jakbyśmy mieli za nią zapłacić ponad 200 złotych.Wynalezienie fotografii cyfrowej w której w większości przypadków wszystko jest zautomatyzowane sprawiło, że w porównaniu do fotografii analogowej otrzymane obrazy tracą znacznie na jakości. Zdarza się, że tym obrazom nie wierzymy. Przykładowo ostatnio wysłałam zdjęcie kawy mojego autorstwa na jednym z portali społecznościowych mojemu znajomemu, by następnie odczytać jego komentarz, że opublikowana fotografia na pewno jest jednym z obrazków wziętych z bazy google. Obecnie więcej zdjęć oglądanych jest na ekranie monitora. Dzielimy się nią nie tylko ze znajomymi czy z rodziną, ale także z obcymi ludźmi tym samym w pewien sposób kreując swój wizerunek w sieci.

Fotografia sprawiła, że staliśmy się bardziej narcystyczni. Wykonanie portretu jest łatwe jak nigdy dotąd, ponieważ nie musimy nawet chodzić do fotografa lub prosić przechodnia, by zrobił nam zdjęcie. Obecnie większość urządzeń, które posiadają w sobie aparaty służą by uwiecznić nasz wizerunek, który pozwala nam kreować samych siebie. Dosyć sporą popularnością cieszą się zdjęcia wykonane za pomocą kamer wbudowanych w laptopy na których najczęściej pojawiamy się sami prezentując swój nowy makijaż bądź fryzurę lub wygłupiając się ze znajomymi, lub wykonane z komórki odbicia w lustrze. Już na początku powstania dagerotypu często fotografię porównywano do swego rodzaju lustra, które zachowywało ślad odbijających się w nich przedmiotów: obraz idealnie wierny, całkowicie wiarygodny, niemożliwy do zafałszowania, ale w czasach w których żyjemy autoportret stał się swego rodzaju nośnikiem do tworzenia. W pewnym sensie użytkownik kamery stał się jednocześnie scenografem, malarzem, portrecistą świadomie kreującym swój wizerunek. Każdy z nas przystępując do tego typu fotografii, by uzyskać jak najlepszy efekt dokonuje swego rodzaju rytuału zazwyczaj poprawiając włosy czy wybierając odpowiednią mimikę. Co ciekawe, zdjęcia z kamery w dużej mierze wytwarzają intymną relacją pomiędzy odbiorcą a zarejestrowaną tam postacią. Tego typu fotografię możemy znaleźć również w internecie. Przykładem może być jeden z fotoblogów pod adresem www.sobotarano.blogspot.com w której członkowie zamieszczają swoje zdjęcia wykonane w sobotę rano. W pewnym sensie urzekają mnie one prostotą i w dużej mierze naturalizmem. Zdjęcia wykonane kamerą przedstawiąją nas samych najczęściej w naszej prywatnej przestrzeni w której obcujemy na co dzień. Wykonywanie tego typu fotografii jest na swój sposób skierowaniem uwagi na własne ja i w pewnym sensie znacznie przyzwyczaja nas do oswojenia się z tym, jak wyglądamy i jacy jesteśmy. Warto byłoby również zwrócić uwagę na projekt zatytułowany „Smutne twarze w sieci” autorstwa Daniela Poláčeka. Twórcę interesują przede wszystkim uczestnicy czatu internetowego, którzy większość swojego wolnego czasu poświęcają rozmowach z innymi osobami, które najczęściej polegają na flirtowaniu oraz na przeglądaniu ich prywatnych zdjęć. Tego rodzaju rozrywka jest jednocześnie nałogiem a z drugiej strony utwierdza nas w przekonaniu o tym, że nawiązanie jakiekolwiek związku w ten sposób jest niemożliwe co zazwyczaj prowadzi do rozczarowanie w postaci jeszcze większej samotności.

       Współcześnie fotografia jest tylko swoistą podobizną zawierającą elementy oryginału kopii. Sam portret stanowi swego rodzaju aktualizację tego jak wyglądamy. Coraz więcej z nas wykonuje sobie codzienne autoportrety, czego niekiedy wynikiem są projekty, najczęściej filmy, pokazujące twarz danej osoby podobnie skadrowanej.

tumblr_m5kro5wSF71qizk91o1_1280

Według mnie jednym z bardziej interesujących przykładów, który dotyka problem identyfikacji wizualnej są portrety wykonane przez Thomasa Ruffa z 1986 roku. Utrzymane w konwencji zdjęć paszportowych przedstawiają znajomych fotografa. Sfotografowani zazwyczaj umieszczeni w środku kadru, niekiedy na białym a innym razem na nieco pomarańczowym tle zazwyczaj patrzą się wprost obiektywu.

20131030_0740thomas1-1

Portrety wykonane przez Thomasa Ruffa z 1986 roku. 

Co ciekawe, gdy je oglądam, to nie wzbudzają one we mnie emocji. Zarejestrowane przez Ruffa postacie wydają się jakby zastygłe i nieruchome. To pozbawione uczuć spojrzenie jednocześnie mnie zaintrygowało, ale z drugiej strony nie wzbudza ono we mnie jakiejkolwiek reakcji czy odczuć. Reprezentant szkoły dusseldorfskiej podjął się zatem zobrazowania rzeczywistości z dystansu, takiej jaka jest. W pewnym sensie obecnie poruszamy się w obszarze obrazów technicznych, które, jak twierdził Walter Benjamin, zostały pozbawione jakiejkolwiek aury. Twierdził on, że nawet obraz Rembranta w dobie mechanicznej reprodukcji został jej pozbawiony. Podobny przypadek spotkał inne znane dzieła. Jest tak na przykład z portretem Mona Lizy, której kopie możemy spotkać niemal na każdym kroku. Pamiętam, gdy będąc w Muzeum van Gogha w Amsterdamie najpierw oglądałam jego prace w oryginale by ostateczne zwiedzanie zakończyć w sklepiku w którym słynne „Słoneczniki” mogłam zakupić pod postacią piórnika, filiżanki, parasolki i innych tego typu gadżetów. Doświadczenie z obrazem tym samym sprowadziło się do masowej konsumpcji i jednocześnie oglądane przed chwilą przeze mnie dzieło sztuk straciło swoją wyjątkowość. Jak podkreślał sam Benjamin odnajdywał ją w niewielu fotografiach i w dużej mierze łączył ją z pojęciem obecności. Według niego tylko postacie zarejestrowane na wczesnych zdjęciach posiadały jakąkolwiek głębię i magiczność. Aura na tych zdjęciach była zazwyczaj wynikiem długiego czasu naświetlania, gdzie najistotniejszą rolę stanowił sam przedmiot, co nadawało jej specyficzny styl niekiedy imitujący malarstwo. W końcu za każde dzieło sztuki odpowiedzialny jest artysta, w tym wypadku fotograf, który zamiast pędzla używa swojego oka. Tego typu rodzaj zdjęć mogliśmy odnaleźć w pracach takich twórców jak chociażby wcześniej wspominany Eugene Atget, Alfred Stieglitz, Andre Kertesz, Walker Evans czy Robert Frank, którzy na swój sposób pokazywali „magiczny” świat.

Interesujące podejście do tego czym jest prawda i fałsz możemy również odnaleźć w pracach Hiroshi Sugimoto. Najbardziej zjawiskowe moim zdaniem wydają się zdjęcia, które tak naprawdę przedstawiają figury woskowe. Na tych czarno-białych fotografiach z jednej strony urzeka mnie na nich swego rodzaju prostota a z drugiej perfekcyjna dokładność w oddaniu szczegółów. Krążąc wokół każdego z nich, które w dużej mierze nawiązują do malarstwa, analizujemy daną postać pod względem ubioru i atrybutów, jakie posiada. Analogicznie jak w przypadku portretów Thomasa Ruffa jesteśmy zwodzeni po raz drugi. W końcu zdjęcia, które oglądamy i posiadamy są przedmiotami magicznymi a jak zaznaczył Rouille fotografia może pretendować wyłącznie do statusu podobizny – niepodobnej do oryginału kopii, obdarzonej zaledwie czysto zewnętrznym i niemożliwym do pogodzenia ze sztuką podobieństwem.

Jak pisał Rouille portret nie jest przedstawieniem, kopią lub podobizną twarzy-rzeczy- modelu, który istniałby przed obrazem, ale fotograficzną twarzy – wydarzenia w ciągłym procesie stawania się. Fotografia może zatem pretendować tylko do statusu podobizny niepodobnej do oryginału kopii, obdarzonej zaledwie czysto zewnętrznym i niemożliwym do pogodzenia ze sztuką podobieństwa. Sytuacja portretowa od zawsze była nastawiona na próżność modela podkreślając jego egocentryzm. Jak pisał w tekście „Autoportret fotograficzny – kreacja i autobiografia” Lech Lechowicz: portret fotograficzny pozwala niekiedy na uniknięcie lub zminimalizowanie autokreacji modela przez podpatrzenie go w ułamkowym ujęciu i przedarciu się przez maskę pozy. Natomiast w autoportrecie fotograficznym właściwie nie ma spontaniczności. Niemal zawsze jest upozowany, zawsze też zawiera w sobie element gry przed kamerą, która stanowi niekiedy istotną część działania artysty.

diana-princess-of-wales

Ilustracja: Fotografia Hiroshi Sugimoto przedstawiająca menekin księżnej Diany.

Manipulowanie obrazem sprawiło, że nawet zdjęcia wykonane aparatem analogowym pragniemy mieć w postaci pliku cyfrowego bądź korzystając z możliwości, jakie daje nam współczesna technika, często nawet nieświadomie próbujemy je reprodukować stwarzając „kopię kopii”. Ostatnio zaobserwowałam, że dużo starszych osób a zatem tych, którzy najczęściej posługiwali się aparatami analogowymi przychodzi do fotografa w celu wyretuszowania danego zdjęcia, zwłaszcza, gdy jest ono mocno zniszczone. Każdy z nas dąży do idealnego i perfekcyjnego obrazu. Coraz rzadziej zapominamy o swego rodzaju magiczności, jakie często ze sobą niosły zdjęcia wykonane na kliszach. Mocne ziarno, prześwietlenia czy nieostrości bardziej kojarzą mi się z obrazem analogowym. Z jednej strony „magiczność”, swego rodzaju tajemnica i niewiedza jaki ostatecznie uzyskamy obraz a z drugiej większy nacisk na manualność znacznie odróżniał powstały w ten sposób obraz od współczesnego.

Według mnie jednym z najciekawszych przykładów balansowania pomiędzy tym co rzeczywiste a tym co wykreowane są prace młodej artystki Anety Grzeszykowskiej. W swoich indywidualnych projektach stawia pytania o tożsamość i percepcję odbioru obrazu. W serii „Portrety” z 2006 roku nawiązała ona wyraźnie do omawianych już przeze mnie wcześniej prac Thomasa Ruffa zwłaszcza ze względu na stylistykę, jaką się posłużyła.W porównaniu jednak do prac niemieckiego fotografa postacie na zdjęciach zostały przez nią wygenerowane. Ta perfekcyjna iluzja z jaką Grzeszykowska sprytnie się posłużyła sprawiła, że bardzo ciężko jest nam uwierzyć, że oglądamy portrety osób, które tak naprawdę nie istnieją. Co ciekawe w przeciwieństwie do fotografii Ruffa tym razem artystce udało się stworzyć swego rodzaju relację pomiędzy tymi postaciami a odbiorcą. Mimowolnie zastanawiamy się kim oni są? Kreacja nowych tożsamości i interesowało także Joachima Schmida, który zestawiał znalezione fotografie dwóch osób tworząc nową postać jednocześnie burząc naszą świadomość o tym, co tak naprawdę widzimy.

XL_grzeszykowska_dzieci

Ilustracja: Zdjęcia Anety Grzeszykowskiej.

Od pokoleń fotografowie, najczęściej posługujący się tym medium artyści dążyli do uwolnienia się od faktu wizualnego, by wyzwolić obraz z kontyngencji, którą oferuje podmiotowi materia świata.6 Zastaną w ten sposób rzeczywistość kształtują oni na swego rodzaju tworzywo imaginacji. Jednak tego typu zmiana dotycząca przekształcania zastanej przestrzeni mogła się odbyć tylko dzięki poświęceniu się jej medialnego statusu i uwolnienia się od wcześniej przyjętych ram. Coraz częściej zdarza się, że tradycja dokumentalna zostaje niekiedy wykorzystana do stworzenia inscenizowanych fotografii. Tego typu świat zostaje w ten sposób wykreowany by być swego rodzaju iluzją rzeczywistości. Artyści coraz częściej posługują się swego rodzaju symulacjami nowych światów, które w perfekcyjny sposób starają się naśladować znane nam z życia codziennego przestrzenie. Na początku jest wizja, a następnie dobiera się odpowiednią przestrzeń i środki. W tak zaaranżowane sceny ustawia modeli, którzy odpowiednio oświetleni idealnie wpisują się w perfekcyjnie „wyreżyserowaną” fotografię. Jak pisał w jednym ze swoich tekstów teoretyk Piotr Zawojski obecnie mamy do czynienia ze zjawiskiem śmierci fotografii, zwłaszcza tej analogowej, tradycyjnej. Dodatkowe wynalezienie wpływowego na obraz narzędzia jakim był Photoshop, które ułatwiało urzeczywistnienie pomysłów, które niejako czekały na możliwość realizacji, chciałoby się powiedzieć materializacji, gdyby nie niestosowność tego określenia w stosunku do, z natury rzeczy, czegoś immaterialnego.

reiner_riedler_cuclbfvx

Ilustracja: Jedno ze zdjęć z projektu „Fake Holidays” Reinera Riedlera.

Jednym z ważniejszych przykładów do których mogłabym się odwołać są chociażby prace austriackiego fotografa Reinera Riedlera. Jego najciekawszym projektem jest zatytułowany „Fake Holidays”( które można by przetłumaczyć jako „Nibywakacje”), który mogliśmy oglądać między innymi podczas Międzynarodowego Festiwalu Fotografii w Łodzi w 2009 roku.

3641217509_1cd9274fc1_o

Ilustracja: Kolejne zdjęcie z projektu „Fake Holidays” Reinera Riedlera.

Reinera szczególnie zainteresowały zmiany, jakie zachodzą we współczesnym świecie i sposób w jakie oddziałują one na człowieka. Te dość interesujące zdjęcia niekiedy przypominają mi swego rodzaju kolorowe pocztówki z wakacji. Twórca chciał z jednej strony zwrócić naszą uwagę na konsumpcję i masowość a z drugiej zręcznie pokazał jak współczesny człowiek otacza się kiczem wykreowanym przez telewizję. Te nierzeczywiste światy oferują nam wszystko o czym marzymy i czego tak naprawdę pragniemy. I tak na jego zdjęciu możemy na przykład odnaleźć skaczącą postać Supermena w żółtych kaloszach nad basenem, gdzie patrząc na daną fotografię każdy z nas chciałby się zanurzyć prawdopodobnie na tle moskiewskiej cerkwi. Innym razem widzimy budynek przypominający statek, najprawdopodobniej hotel, który paradoksalnie został nazwany Titanic. Dodatkowo masowość konsumpcji zostaje jednocześnie podkreślona przez dużą ilość osób znajdujących się na zdjęciu.

Orogenesis-Pollock-2002-C-Joan-Fontcuberta-1

Ilustracja: Jedno ze zdjęć Joana Foncuberty z cyklu: „Pejzaże bez pamięci”.

Równie interesującym przykładem są prace znakomitego hiszpańskiego artysty Joana Foncuberty. W jednym z projektów zatytułowanych „Pejzaże bez pamięci” przekształcał on zdjęcia. Za pomocą oprogramowania komputerowego używanego przez wojsko udało mu się uzyskać trójwymiarowy obraz. Prace utrzymane w czarno-białej konwencji to z reguły części zdjęć mistrzów klasyki fotograficznego pejzażu lub bardzo znanych dzieł sztuki, które po złożeniu w jedną całość stwarzały nowy świat. Foncuberta posłużył się między innymi fotografiami Stieglitza czy Westona lub wprowadził fragmenty obrazów Dalego, Rousseau czy Cezanne’a co sprawia, że z łatwością ulegamy iluzji tych obrazów, gdyż w pewnym sensie są już one zakodowane w naszej pamięci. Jak pisał André Bazin w książce „Ontologia obrazu fotograficznego”: oryginalność fotografii w stosunku do malarstwa polega tedy w swej istocie na obiektywizmie. Nic więc dziwnego, że zespół soczewek, który stanowi „oko fotograficzne”, zastępuje oko człowieka, nosi nazwę obiektywu. Po raz pierwszy między przedmiotem a jego przedstawieniem zjawia się tylko jeszcze jeden przedmiot. Po raz pierwszy obraz świata zewnętrznego formuje się automatycznie bez twórczej inwencji człowieku i według ścisłych związków przyczynowo-skutkowych.

Jak już wcześniej wspomniałam wykorzystanie możliwości przekształcania obrazu w sposób cyfrowy interesuje bardziej artystów, którzy posługują się medium fotograficznym. Zgodzę się ze stwierdzeniem Andre Rouille, że to właśnie fotografowie wierzą jeszcze w realność rzeczywistości, dokument, ów ideał prawdy, tak bardzo ich zajmuje, albo stara ją się zbliżyć możliwie jak najbardziej do idealnego przedstawienia, albo też starają się tę realność kwestionować i na owo definiować. Artyści doceniają z kolei opisowe możliwości fotografii oraz fakt , że pozwala ona uczynić widzialnym coś, co nie należy do porządku wizualnego.

Co ciekawe to właśnie aparat w tym wypadku nie odgrywa tak znaczącej roli, usunął się na dalszy plan i został zamieniony na komputer. Powstałe w ten sposób zdjęcia z jednej strony przypominają mi przestrzenie, które znam takie jak chociażby jezioro, góry czy potoki, ale z drugiej posiadają w sobie coś niepowtarzalnego i magicznego zarazem. Foncuberta jako kolejny artysta zadaje tym samym pytanie o strukturę obrazu, ale i o samo jego tworzenie. Ponownie pojawia się również problem „zawłaszczania” i autorstwa tych prac. Artysta wyraźnie zaznaczył to również w swoim cyklu zdjęć zatytułowanym „Herbanum”, który wykonał w latach 1982-1985. Foncuberta wzorując się na fotografiach wykonanych przez Cartla Blosselda, który zasłynął z cyklu zdjęć roślin przedstawionych na białym tle postanowił je sfałszować posługując się kolażem. Z pozoru niczym się nie różnią. Dopiero po bliższym przyjrzeniu się odnajdujemy w tych pracach fragmenty roślin, materii czy nawet zwierząt.

Large_H1000xW950

Blossfeldt_94a

Ilustracja: Jedno ze zdjęć Karla Blosselda, którymi inspirował się Joan Foncuberta.

page8image12824Równie interesującym przykładem wydają się również prace Kanadyjczyka Jeffa Walla, który wyraźnie czerpie inspiracje z tradycji dokumentu, malarstwa oraz kina. Każda wykonana przez niego fotografia jest wcześniej pieczołowicie przygotowywana. Wall stara się opowiedzieć nam jedną historię odpowiednio ją aranżując i reżyserując. Jego prace z pozoru wyglądają na dosyć naturalne, ale tak naprawdę artystę interesuje kreacja nowej rzeczywistości. W jednym z wywiadów stwierdził, że najbardziej zależało mu na grze między tym, czym fotografia jest a tym, co jawi się jako fotografia.10 Podobnie jak u Foncuberty ta dość nietypowa gra polega na naszej nieświadomości. U odbiorcy swoich dzieł stara się, by wytworzyła się swego rodzaju relacja pomiędzy obrazami, jakie do nas docierają – zarówno te wytworzone przez medium jak i te, które mogą być prezentowane w galerii bądź na billboardach. Wall należy do tej grupy artystów, którzy tworzą dosyć małą ilość prac. Zazwyczaj powstają one w jego rodzinnym mieście Vancouver. Fotograf przeplata ze sobą charakterystyczne dla niego przestrzenie ujmując je w historię przypominające kadry z filmu bądź fotosy. Wall znany jest również z tego, że większość jego prac jest prezentowana w postaci ogromnych lightbooksów, które dodatkowo poprzez swój rozmiar oraz niezwykłą świetlistość łączą w sobie cechy zarówno obrazu malarskiego jak i samej fotografii. Zdarza się, że niektórzy z krytyków porównują jego zdjęcia do reklam, jednak w przeciwieństwie do nich nad pracami stworzonymi przez Kanadyjczyka musimy dłużej obcować z obrazem. Styl Jeffa Walla w dosyć dużej mierze jest zróżnicowany, pomimo tego, iż skupia się on na fotografii balansującej pomiędzy fikcją a dokumentem. Warto zauważyć, że w trakcie odbioru zdjęć wykonanych tą techniką to w momencie otrzymania gotowego obrazu przekształca się on z cyfrowego przybierając postać „analogową”. W końcu każde cyfrowe zdjęcie, które chcemy zaprezentować musi być wydrukowane co sprawia, że tak powstałe wytwory moglibyśmy nazwać obrazami – hybrydami. Tak powstałe światy z jednej strony są światami sztucznymi, które pod postacią obrazów cyfrowych w dużej mierze przekraczają granicę pomiędzy wizualnością. Posiadają one swego rodzaju naturę hiperrealistyczną, gdzie w dużej mierze inspirację stanowił fotorealizm. Zastosowanie montażu ma na celu wprowadzenie w błąd zmysłu wzroku, możliwie perfekcyjną iluzję, i zawraca się tym samym przeciwko modernizmowi, który wynalazł tą technikę tylko po to by odejść od narracyjnego sposobu przedstawienia rzeczywistości. Jedną z ciekawszych realizacji Walla wydaje się praca zatytułowana „Dead Troops Talk (A vision after an ambush of a Red Army patrol, near Moqor, Afghanistan, winter 1986)” z 1992 za którą jedną z kopii kupujący wyłożył 3 666 500 dolarów. Stylistyka samej fotografii wyraźnie nawiązywała do zdjęć znanych z reportaży charakterystycznych chociażby dla agencji Magnum. Zainscenizowana scena miała przypominać przestrzeń w której toczyła się walka pomiędzy Związkiem Radzieckim a Afganistanem w 1986 roku. By jak najbardziej oddać „realność” danej sceny modele zostali ubrani w repliki sowieckich mundurów. Nieco intrygującym wydaje się fakt, że pomimo, iż zamierzeniem było sfotografowanie zabitych żołnierzy to leżąc na ziemi widzimy jak rozmawiają oni pomiędzy sobą w ten sposób jakby nigdy nic się nie stało. Mnie ta fotografia, podobnie jak reszta zdjęć Jeffa Walla urzeka niezwykłym dopracowaniem kompozycji, ale także stonowaną gamą kolorystyczną i niezwykłą malarskością obrazu. Dla fotografa malarstwo zawsze odgrywało dużą rolę. Ubrane postacie w tonacji ciemniejszego brązu perfekcyjnie zostały zestawione z jaśniejszą strukturą piaskowej ziemi i skał. Zatem możliwość kreacji obrazu fotograficznego w komputerze podkreśla aktywną rolę artysty. Fotografie artysty nie są jednak zatrzymaniem pewnego momentu w czasie, lecz kulminacją czasu i przestrzeni. Zdjęcia Walla wywołują wrażenie zdjęć migawkowych, ale sam fotograf odcina się od tradycji „street photography”. W jednym z wywiadów Wall przyznaje, że jego twórczość charakteryzuje brak tematu i brak kraju. Pokazuję codzienność i mogę pracować wszędzie, bo zawsze jestem sobą, niezależnym artystą. Fotograf stara się nie koncentrować na żadnym w tematów. Pragnie on być otwartym na koncepcje i stara się nie ograniczać. Do najbardziej znanych realizacji należy projekt „Milk”, gdzie nałożył na siebie dwie odbitki. W ten sposób Wall zrealizował jeden ze swoich eksperymentów technicznych. Fotograf cenił sobie jednak bardziej walory artystyczne zdjęcia: chcę by odbiorca dostrzegł kompozycje, atmosferę, informację i poezję zawartą w fotografii.11 Magia zdjęć Walla, który ostatnio należy do jednych z moich ulubionych twórców tkwi w tym, że rejestruje on rzeczywistość, która znana jest nam na co dzień. Warto również wspomnieć o cyklu martwych natur, które z jednej strony tak precyzyjnie skomponowane sprawiają wrażenie przypadkowo porozrzucanych przedmiotów. Tym samym zwyczajne przedmioty zostają przekształcone w atrakcyjnie wizualnie obiekty.

gregory-crewdson-29-1

Ilustracja 6 Jedna z fotografii z cyklu „Półmrok” autorstwa Gregory Crewdsona, 2002 r.

Podobną metodą co Wall posługuje się Amerykanin Gregory Crewdson, który fotografuje wcześniej wymyślone przez siebie sceny. Najczęściej swoje prace tworzy on w małych miasteczkach bądź na przedmieściach Pittsfield czy w Nowego Yorku. Jego prace kojarzą mi się z bajkowymi, nienaturalnymi scenami. Ukazują się na nich niekiedy surrealistyczne postacie, które bardziej wyglądają jak manekiny bądź kukiełki. Sztuczność wykreowanego przez Crewdsona świata zostaje podkreślona przez nienaturalną, niemal perfekcyjną ostrość obrazu. Tego typu efekt artysta uzyskuje dzięki połączeniu zeskanowanych zdjęć zrobionych z tego samego miejsca z różnymi ustawieniami ostrości. Jeśli chodzi o sam proces wykonywania zdjęcia to podobnie jak Kanadyjczyk współpracuje on z dosyć dużą grupą osób, którą można by porównać do ekipy filmowej. Interesującym wydaje się fakt, że sam Crewdson nigdy nie naciska spustu migawki. Sama nazwałabym go bardziej kreatorem niż fotografem, który wybiera lokalizację a następnie wynajmuje scenografów i oświetlaczy. Jego zdjęcia w dużej mierze balansują na granicy tego, co realne a nierealne, co znane a co tajemnicze, pomiędzy rzeczywistością a jawą. Same postacie wyglądają na „zamrożonych” w czasie, jakby w swego rodzaju hipnozie. Co ciekawe, przeglądając jego fotografie, zwłaszcza te robione we wnętrzach, czuję się jak obserwator, podglądacz. Przykładowo na jednej z nich widzimy nagą kobietę w łazience. Jej nad wyraz świetliste ciało idealnie współgra z granatami reszty obiektów. Pomimo zarejestrowania człowieka w obrazie przestrzeń sprawia wrażenie chłodnej i sterylnej zarazem. Jednym z najbardziej znanych cykli Crewdsona jest cykl zatytułowany „Półmrok” w którym możemy odnaleźć odwołania do filmów science-fiction, mitycznych opowieści czy sztuk teatralnych.

Interesującą postawę przyjmuje również fotografka Anne Arden McDonald, która jest w pewien sposób jednocześnie dokumentalistką, ale tylko, gdy podejmuje decyzję dotyczącą wyboru zastanej przestrzeni, by następnie zmienić się w kreatora nowego świata. Artysta w niezwykły sposób łączy mit z wiarygodnością fotografii. Jej prace są niezwykle poetyckie i malarskie.

32-little-dress-sized

Ilustracja: Zdjęcie autorstwa Anne Arden McDonald.

Jak twierdził Stefan Wojnecki realność była rozumiana jako coś, co faktycznie istniejącego lub jako doznanie-jako realność obrazu zmysłowego, jako zdolność z postrzeganiem – jako prawda zmysłów12. Uważał on, że fotografia w pewien sposób naśladuje wygląd rzeczy wizualnych gołym okiem naśladując tym samym prawdę, którą zakodowaliśmy sobie w naszych zmysłach. Według niego: obraz z komputera (cybergrafia) przesuwa akcent z kontaktu z rzeczywistością materialną na iluzję takiego kontaktu, na pozorowanie bycia śladem natury, na jego symulowanie. Obejmując pojęciem fotografii także fotorealistyczny obraz z komputera (fotografia komputerowa), wspólnym odniesieniem staje się realność rozumowana jako doznanie, jako prawda zmysłów (lecz nie ślad natury).

Współcześnie cyfrowa postprodukcja oraz długotrwała obróbka sprawiają, że obrazy, które wytwarzamy to dzieła fotografii cyfrowej, które pokazują jak ogromną wartość nabiera medium, które poprzez swoją autonomiczność, pomimo tego, iż jak już wcześniej wspomniałam przyjmuje kształt hybrydy funkcjonuje jako produkt rządzący się swoimi własnymi prawami. W fotografii cyfrowej ślad światła można zastąpić impulsami elektronicznymi pochodzącymi od komputera. Komputer wytwarza więc możliwość otrzymania obrazu wyglądającego jak fotografia, bez konieczności kontaktu z rzeczywistością materialną. Mamy wówczas do czynienia z obrazem fotorealistycznym14 – twierdził Wojnecki. Z drugiej strony pewnym paradoksem fotografii cyfrowej wydaje się fakt, że obrazy wcale nie są gorsze w zakresie wizualnego realizmu od obrazów tradycyjnych. One są doskonale realne – nawet zbyt realne jak pisał w swoim eseju teoretyk Lev Manovich.

Niekiedy fotograf sięga po prostsze zabiegi fotograficzne jak montaż czy działanie nawarstwach obrazu. Amerykańska artystka Sharon Lockhard wykonuje najpierw portretyćwiczących koszykarek lub trenujących grup, by następnie wyciąć z kadru poszczególne elementy scenerii w jakiej się one znajdują. Tym samym ingeruje ona w kompozycje obrazu. Tego typu zabieg sprawia, że większą uwagę przywiązujemy do samych sfotografowanych postaci. Skupiamy się na ich niezwykłej mimice. W dodatku zatrzymany ruch i odpowiednia poza sprawiają, że wyglądają one na zawieszone w nieokreślonej przestrzeni.

tumblr_l2xo4nmJVj1qbt4hlo1_1280

Ilustracja: Zdjęcia z  projektu Sharon Lockhard.

Fiński fotograf Marcus Henttonen, którego prace mogliśmy oglądać podczas Międzynarodowego Festiwalu Fotografii w 2011 roku w Łodzi stworzył interesującą serie zdjęć zatytułowanych „Night time stories” („Nocne opowieści”) z 2007 roku. Głównym zainteresowaniem fotografa jest relacja pomiędzy miastem, ludźmi oraz architekturą. Z początku wyglądające na dokumentalne fotografie są tak naprawdę dokładnie zaplanowanymi inscenizacjami. Te przypominające filmowe ujęcia portrety są tak naprawdę wędrówką pomiędzy fikcją a rzeczywistością. Artysta wykorzystuje ludzi, których spotyka w mieście, niekiedy swoich znajomych. Większość zdjęć powstała w Berlinie, Barceloniei Rio de Janeiro. Fotograf przywiązuje ogromną uwagę do gestów i miejsc w których zostają wykonane fotografie.

twarze-diane-ducruet

Ilustracja 9: Fotografia Diane Ducruet z cyklu „Pasażerowie”, 2005 r.
Wizja miasta również może być iluzją rzeczywistości. Tego typu działanie przejawia się w twórczości Pascale Peyret, który stworzył nową przestrzeń za pomocą bezużytecznych części komputerowych. Odpowiednia perspektywa jaką zastosował w swoich pracach sprawiła, że z pozoru drobne części komputera urastają do rangi drapaczy chmur. Pomiędzy nimi możemy znaleźć rośliny i pomarańczowe figurki przypominające postaci. Do najciekawszych prac, które również poruszały problem retuszu i manipulacji należy cykl zdjęć francuskiej fotografki Diane Ducruet zatytułowany „Pasażerowie” z 2007 roku. Są to dosyć proste, czarno-białe portrety w kwadratach a zastosowanie małej głębi ostrości sprawia, że są one dosyć malarskie. Najczęściej twarz modela znajduje się w centrum kadru. Fotografka stosuje dosyć duże przybliżenia. Oglądając poszczególne postaci wyczuwam ich nierealność. Ducret tworzy swego rodzaju hybrydy. Artystka wykorzystuje fotomontaż komputerowy łącząc portrety swoich znajomych z fotografiami antycznych posągów z Luwru. W tych skamieniałych wizerunkach możemy wykryć jednocześnie coś przerażającego i intrygującego zarazem. Co najbardziej mnie w nich uderzyło to kamienne oczy, które nie pozwalają na wywiązanie się jakiejkolwiek relacji pomiędzy „hybrydą” a odbiorcą obrazu. Wzorując się na ingerencjach w twarz postaci Szymon Jachna stworzył pracę „Bez tytułu” przedstawiający dość naturalny portret mężczyzny utrzymany w dość oszczędnej kolorystyce. Jego twarz została jednak zastąpiona czarną plamą. W ten sposób fotograf podkreślił anonimowość danej postaci. Inspiracja Ducret możemy również odnaleźć w portretach wykonanych przez Magdalenę Kmiecik, która skupia się na osobach których indywidualność jest niepodobna do innych.

Z kolei Wendy McMurdo wykorzystuje w swoich pracach bardziej zauważalny retusz by stworzyć swego rodzaju nową sytuację. Poprzez zastosowanie zabiegu multiplikacji prowadzą one do obrazu nie tylko fotografowaną postać, ale również jej sobowtóra. Między postaciami tworzy się dziwna relacja, gra, która zostaje podkreślona przez teatralne światło.

wendy-mcmurdo-140

Ilustracja: Wendy McMurdo w swoich pracach stosuje efekt multiplikacji.

Perfekcyjnie wyreżyserowane wizje stwarza również Hannah Starkey, która stara się pokazać zagubienie kobiety we współczesnym świecie. Pragnie ona oddać psychiczny stan portretowanych. Stworzony przez nią cykl zatytułowany „Hotel samotności”(„Newsroom”) to perfekcyjnie wyreżyserowane przez nią wizje. Samotność przedstawionych przez nią postaci zostaje przedstawiona poprzez umieszczenie jednostki w pustych i sterylnych przestrzeniach.

Newsroom,+2005+(c)+Hannah+Starkey-1.+Courtesy+Maureen+Paley,+London

Ilustracja: Praca Hanna Starkey  z cyklu „Newsroom”.

Podsumowując moje rozważania chciałabym zaznaczyć, że fotografia cyfrowa w dużej mierze wpłynęła na zatarcie pojęcia prawdy i fałszu. Artyści coraz częściej sięgają po narzędzie i możliwości, jakie daje nam fotografia cyfrowa, dlatego coraz trudniej odnaleźć nam ją w pracach poszczególnych twórców.

Bibliografia:

1. Andre Bazin, Andre Bazin, Ontologia obrazu fotograficznego w: Film i rzeczywistość. Wybór tekstów, Warszawa

2.  A. Rouille, Fotografia. Między dokumentem a sztuką współczesną, przeł. Oskar Hedemann, Wydawnictwo Universitas, Kraków, 2007

3.  L. Lechowicz, Autoportret fotograficzny – kreacja i autobiografia, Autoportrety, Galeria Grodzka BWA, 2000r

4. P. Zawojski, Daniel Lee, czyli hybrydyczność fotografii cyfrowej teoria i praktyka, źródło: http://www.zawojski.com/2006/06/25/daniel-lee-czyli-hybrydycznosc-fotografii-cyfrowej-teoria-i-praktyka/

5. S. Wojnecki, Pojęcie Modelu jako podstawa pojmowania fotografii, Kwartalnik Fotografia 8/2001

Reklamy

Gazeta bez fotografii?

Wizualny szok! Francuska gazeta Libération postanowiła wypuścić listopadowy numer bez żadnych zdjęć! Brigitte Ollier – jeden z dziennikarzy stwierdził, że można to porównać do muzyki bez dźwięku. Fotografia jest w końcu pulsem świata. Uważam, że taki krok to dosyć śmiałe posunięcie zwłaszcza, że jej wydanie zbiegło się z otwarciem festiwalu i targów Paris Photo 2013. Przez tego typu gest zostaje podkreślona ranga fotografii, sposób jaki na nas działa i jak wielką wagę odgrywa w świecie mediów.  „Libération przysięga wieczną wdzięczność fotografii czy to tworzonej przez fotoreporterów, fotografów mody, portrecistów czy artystów konceptualnych. Nasza pasja do fotografii nigdy nie została zakwestionowana. Nie dlatego, że  fotografia  upiększa, szokuje lub ilustruje, ale dlatego, że fotografia klaruje poglądy na nasz świat. Fotografia zasługuje na hołd. Nikt nie może również ignorować tragicznej sytuacji fotoreporterów, w której się teraz znajdują, a szczególnie fotografów wojennych, którzy ryzykują swoje życie, podczas gdy ledwo stać ich na własną egzystencję.”

liberation-04

 

źródło: http://www.bjp-online.com/british-journal-of-photography/news/2307127/french-newspaper-removes-all-images-in-support-of-photographers

%d blogerów lubi to: