„Gorset sadysty” Zdzisława Beksińskiego

Temat : Interpretacja „Gorsetu sadysty” Zdzisława Beksińskiego.

Zdzisław Beksiński urodził się w 1929 roku w Sanoku. Zmarł tragicznie 22 lutego 2005  w Warszawie. Po ukończeniu architektury na Politechnice Krakowskiej w 1952 roku pracował we wzorcowni przemysłowej Fabryki Wagonów w Sanoku. Jego syn, Tomasz, popełnił samobójstwo, a żona, Zofia, zmarła po ciężkiej chorobie. Jako twórca uprawiał różne dziedziny sztuk plastycznych. W latach 1953-1959 tworzył czarno-białe fotografie odwołujące  się do tradycji awangardowej. Po słynnym „Pokazie zamkniętym” ( z Jerzym Lewczyńskim i Bronisławem Schlabsem) porzucił fotografię na rzecz obrazów inspirowanych informelem, które często przybierały formę reliefów . W latach sześćdziesiątych w licznych pracach graficznych i rysunkach zaczął skłaniać się do naturalizmu i symbolicznego obrazowania. Do ekspresjonistycznych przedstawień człowieka często wprowadzał motywy okrucieństwa, śmierci czy rozpadu. Malarstwo Beksińskiego stało się zapisem apokaliptycznych wizji, które balansowały na granicy kiczu. Od końca lat dziewięćdziesiątych interesowała go grafika komputerowa (cyfrowa) oraz możliwości komputerowego przetwarzania obrazu. W tej technice stworzył swoje ostatnie prace.

Fotografia miała dla Beksińskiego szczególne znaczenie, ponieważ to medium jako pierwsze wyznaczyło początek jego drogi artystycznej. We wczesnych fotografiach artysty możemy zauważyć związek z jego dalszą twórczością. Wyczuwamy obecność pewnego rodzaju ekspresji, zarówno w jego pracach fotograficznych, jak i w późniejszych zaskakujących eksperymentach plastycznych. Fotografią zainteresował się amatorsko pod koniec studiów na Politechnice Krakowskiej, ponieważ posługiwanie się nią miało mu pomóc w planach studiowania reżyserii filmowej. Niestety te plany Beksińskiego nie spełniły się, ale później często posługiwał się on kamerą filmową. Twórczość Beksińskiego od początku była nowatorska i dojrzała.

Początkowo artysta fotografował otaczającą go rzeczywistość – puste ulice, podwórka, widoki przedmieść, gdzie czasem pojawia się motyw człowieka, który gubi się w tak dominującej przestrzeni. Następnie Beksiński zainteresował się fotografią abstrakcyjną tworząc fotogramy początkowo kojarzące się z abstrakcją geometryczną, a później z abstrakcją niegeometryczną przedstawiające zapis ruchu wiązek światła („Ptaki”, „Świetlna droga”). Porzucił on jednak ten typ fotografii ( ponieważ uważał, że grozi ona „stoczeniem się w estetyzm”) na rzecz aktu i portretu, w których widać największą różnorodność jego poszukiwań. Ostatnim eksperymentem w tej dziedzinie sztuki były montaże, które Beksiński nazywał zestawami fotograficznymi. Jak pisała Urszula Czartoryska w „Przygodach plastycznych fotografii”,  „ten typ montażu fotograficznego upodabnia działalność Beksińskiego do utworów nadrealistycznych, do filmów składających się z urywanych motywów”.

Z pewnością na rozwój twórczości artysty wpłynęła korespondencja z innymi fotografami dotycząca problemów sztuki i planowania wystaw. W 1957 roku utworzyła się nieformalna grupa: Beksiński, Lewczyński, Schlabs. Rok po indywidualnej wystawie prac omawianego twórcy w Gliwickim Towarzystwie Fotograficznym została zaprezentowana wystawa tych trzech fotografów zyskując rozgłos dzięki obszernemu tekstowi Alfreda Ligockiego pt. „Antyfotografia”, która później przylgnęła do tego pokazu. Ożywioną dyskusję wywołały prace Beksińskiego, który był zresztą najlepiej przygotowany pod względem teoretycznym a jego zdjęcia, nasuwały skojarzenia z ekspresjonizmem i surrealizmem francuskim oraz przekraczały ówczesne kanony w fotografii artystycznej. Beksiński przedstawił na niej prace „Gorset sadysty” oraz zestaw czternastu prac bez tytułu w których wykorzystał zdjęcia amatorskie, reprodukcje z czasopism bądź tekstów słownikowych, jak i zniszczone negatywy. Krytycy zarzucali artystom odchodzenie od ogólnie rozumianej narracji uznając ich prace za bezpośredni atak na podstawy sztuki fotografii. W 1958 roku w numerze 11 „Fotografii” Beksiński, zachęcony przez Urszule Czartoryską opublikował tekst zatytułowany „Kryzys w fotografice i perspektywy jego przezwyciężenia”, który później został uznany za jeden z najważniejszych tekstów teoretycznych, jakie napisano w Polsce w XX wieku. Z końcem lat pięćdziesiątych artysta porzucił fotografię, argumentując, iż „Fotografia w żadnej istniejącej formie nie może dać twórcy pełnego zadowolenia, gdyż nie może odejść od kopiowania rzeczywistości” . Poza tym uznał, że nie posiada tego typu wyobraźni, jaką powinien mieć fotograf. „Były lata 50. Siedziałem w Sanoku, zabitymi deskami, gdzie niewiele było do fotografowania, a nie – jak Avedon – w jakimś Los Angeles. Nie miałem pieniędzy, żeby wsiąść w pociąg i robić zdjęcia w innych miejscach. Byłem zresztą wygodny i tchórzliwy, żeby przyjąć rolę takiego Roberta Capy, który wyskoczył z barki desantowej tyłem do strzelających Niemców, żeby leicą fotografować aliantów podczas szturmu w Normandii. Uznałem że nie mam psychiki fotografa.” stwierdził w jednym z wywiadów. „Jestem człowiekiem zbyt nieśmiałym, żeby w każdej sytuacji wyciągnąć aparat. Fotograf powinien być wrażliwy na rzeczywistość, a ja byłem wrażliwy na swoje wnętrze.” Beksiński nie chciał przedstawiać tego, co widzi, ale to co przychodziło mu do głowy.

Już w 1959 roku Zdzisław Beksiński przygotowując się do wystawy chciał po jej zakończeniu zedrzeć zdjęcia z płyt pilśniowych, by użyć je do malowania. Koniec zainteresowania fotografią był także odejściem od awangardy, na rzecz twórczości malarskiej, która kojarzyła się ze stylami dziewiętnastowiecznymi, symbolizmem, romantyzmem, fantastyką . „Lata sześćdziesiąte był to czas, kiedy Zdzisław Beksiński odszedł ze sceny polskiej fotografii: jego gorycz, jego sarkazm, wyrażany w portretach oraz katastroficzna wizja jego fotograficznych sekwencji nie znalazły kontynuacji”. W 1970 roku artysta nawiązał do fotografii stwierdzając, że pragnął on malować tak, „jakbym fotografował marzenia i sny(…) przedmiot na moim obrazie znaczy bardzo niewiele(ważne jest nie to co się ukazuje, lecz to co ukryte”.

W fotografii twórca nie ograniczał się tylko do technicznych eksperymentów, ale w nietypowy, wręcz nowatorski sposób podchodził do portretów czy aktów kobiecych. „Tym co uderza w fotografiach Beksińskiego z lata 1957-1960, jest ich narzucająca się atmosfera drążenia psychiki ludzkiej, upartego poszukiwania w jej zakamarkach. Spotyka się tu twarze ludzi samotnych, wyizolowanych z otoczenia przez czerń lub biel, które pochłaniają wszystko, co drugorzędne. W pragnieniu wypowiedzenia do końca swoich obsesji Beksiński deformował i kontrastował obraz, nie pozbawiając go jednak charakteru jakiegoś okrutnego dokumentu.” Fotografował modelki, które ustawiał tak, by nie było widać ich twarzy jednocześnie pozbawiając je jakiejkolwiek tożsamości. Przykładem może być analizowana fotografia przedstawiająca nagą kobietę owiniętą sznurkami, które w pewien sposób deformują jej ciało i poprzez pozbawienie urody zostaje ona odrealniona. Czarno-biała odbitka fotograficzna wykonana na papierze z emulsją bromosrebrową pochodzi z 1957 roku i stanowi własność Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Patrząc na tą fotografię zastanawiamy się czy przedstawiona osoba to posąg, manekin czy żywy człowiek. Być może artysta zainspirował się fotografią Man Raya, gdzie podobnie została osznurowana rzeźba Wenus z Milo. Zdjęcie zachwyca nas staranną, centralną, prostą  kompozycją, interesującą grą światła i cienia, ale pomimo swojego  piękna czy  estetyczności jest ono  zarazem „brutalne”, zwłaszcza gdy, uświadomimy sobie, w jaki sposób musiała się czuć kobieta, która była tak zdeformowana. Wiesław Banach, dyrektor Muzeum Historycznego w Sanoku twierdził, że sztuka omawianego artysty „wywołuje ból, ale przynosi także ulgę, dzięki subtelnościom plastyki, dzięki wyrafinowanej grze formy i tła, kształtu i pustki, dzięki formie trudnej, ale zarazem czystej i pełnej swojego dźwięku plastycznego”. Beksiński celowo sfotografował ją od tyłu, a cała postać poprzez wprowadzenie krzesła przypominające abstrakcyjną, geometryczną formę na pierwszym planie, zostaje pofragmentowana na cztery części. Nie dość, że przedstawiona osoba jest anonimowa to została pozbawiona jakichkolwiek emocji. Być może artysta poprzez tą fotografie chciał pokazać, że nieodłącznym elementem w życiu każdego człowieka jest cierpienie i każdy z nas musi walczyć z nim w samotności. Podobnie jak w większości jego prac, tutaj także możemy dostrzec nieustającą refleksje nad przemijaniem i śmiercią. Ciało kobiety owinięte sznurkami może symbolizować bolesne i dramatyczne przeżycia, jakie pozostawia w człowieku sadyzm życia. Gdy jeszcze dokładniej przyglądamy się temu zdjęciu, to możemy powiedzieć, że Beksiński stawia nas przed faktem dokonanym. Przez nieostre okno, bądź cień krzesła wczuwamy się w rolę obserwatora i niczym w teatrze oglądamy zainscenizowaną, w pewnym sensie makabryczną scenę stworzoną przez artystę-kreatora, ale nie mamy na nią wpływu. Możemy również podejrzewać, że praca Beksińskiego w pewien sposób odwoływała się do totalitarnego ustroju narzuconego Polce przez komunistów, który odrzucił demokrację i wolność słowa. A Polacy żyjący w tamtych czasach mogli czuć się spętani i ograniczani jak postać z „Gorsetu sadysty”.

Jak już wspomniałam człowiek owinięty sznurami, a przez to zdeformowany, był częstym motywem podejmowanym w sztuce XX wieku – chociażby „” Man Raya, która została stworzona kilka lat wcześniej od „Gorsetu sadysty” Beksińskiego. Taki motyw człowieka często pojawia się we współczesnej sztuce min.  w twórczości znanego japońskiego fotografa Nobuyoshi Arakiego (min. cykl fotografii „Bondage”) czy Misha Gordina w zdjęciach zaprezentowanych na międzynarodowym FotoArtFestival  2007 w Bielsku Białej pt. „Doubt”.

Beksiński przechodził fascynacje różnymi kierunkami w sztuce XX wieku, ale stworzył swój własny, indywidualny styl. „Erupcja tematów, drastyczność przedstawień, swoboda w podejściu do formy i kompozycji ukazały twórcę, którego nie da się ograniczyć żadnymi barierami, ani estetycznymi ani zwyczajowymi”. Szkoda, że tragiczna śmierć przerwała twórczość tego znakomitego kreatora. Być może bylibyśmy świadkami niepowtarzalnych dzieł Zdzisława Beksińskiego. Jak twierdził Adam Sobota w tekście do katalogu wystawy „Zdzisław Beksiński – Fotografie z lat 1953 – 1959”  która odbyła się w Gdańsku w Pałacu Opatów w 2001 roku „Chociaż on sam (Beksiński) zawsze najwyżej cenił sobie malarstwo, to niewykluczone, że będzie tak jak w przypadku Witkacego, którego fotografie – traktowane marginalnie i na długi czas zapomniane – dzisiaj są najatrakcyjniejszą częścią jego twórczości plastycznej.

Misha Gordin, zdjęcie z cyklu „Doubt”, 1994-1995r.

Bibliografia:

Urszula Czartoryska „Przygody plastyczne fotografii”, 1965r.

Zdzisław Beksiński „Kryzys w fotografice i perspektywy jego przezwyciężenia”, „Fotografia” nr. 11, 1959r.

Wywiad przeprowadzony ze Zdzisławem Beksińskim przez Katarzynę Janowską i Piotra Mucharskiego „Jest nic”, który był zapisem odcinka programu „Rozmowy na nowy wiek”, wyemitowanego przez TVP1 w 2003.

J.w.

Urszula Czartoryska „Fotografia – mowa ludzka, perspektywy historyczne ”, 2006r.

Urszula Czartoryska „Przygody plastyczne fotografii”, 1965r.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: